Lukasz SZOPA

Wiosna ku poludniu

2 KWIETNIA

Moje stopy w lustrze
gole na podlodze pokoju Maji.
Jej: pionowo równolegle blisko,
przyklekajac zmniejsza basy
(Svetoslav Richter, Das wohltemperierte Klavier).
Drewniana, niemalowana szafka,
papierowe klosze, plaskie lózko.
Nad nim buddyjskie slowa
Harmonia
Respekt
Czystosc
Spokój
dotykane
pomurkami wiatru
i zerknieciami z ukosa slonca.
Wychodze na balkon.
Falistym ruchem palca
prowadzi mnie po nutach.



WIERSZ NAPISANY NA KARTCE 
Z WIERSZEM MESZY BEGICA "WETKNIĘTY POMIEDZY"

szklanka wody
slonce
lniany obrus
drewniany stolik, wiatr
drewniane krzeslo.
tlumacze Meszy wiersze.
przymykam lewe, to oboje oczu
wyobrazam, wspominam,
podnosze szklanke, lykam.
drapie zarost,
przede mna kwadratowy basenik z liliami
z kazdego rogu tryska
(choc gdy przymkne oczy - cieknie)
woda.
ruchem palce miedzy brwi
poprawiam okulary
od trzech dni juz nie noszone.
koncze zapisywac.



CHLEB PO KATALANSKU

twardymi zdecydowanymi palcami
sciskam jak posladek polówke
ledwie dojrzalego pomidora,
skóra palcy na skórce jasnoczerwonej
pod sciskiem czuje opór, potem nagle -

popuszcza, tryska z niego gesty jasnokrwisty sok,
wsiaka w goracy, chropowaty, jasny
spragniony jak gleba chleb.



SAGRADA FAMILIA

Znów nie moglem wytrzymac
by nie wejsc.
Wznoszaca sie fantastycznie fasada i cienie,
(jak dziecieca budowla z piasku)
odwaznie, i nierealnie.
Pierwsze kroki byly równiez - powtórka.
Mistyka wrót porosnietych slowami.
Siatka, siateczka, koronki
rusztowan, rur.
Jasnorude mury.
Jasnokremowy gips niegotowych cokolów.
Jasne, jasne niebo.
Pelne pylu podloze. Metalowe belki, sruby,
kot o kolorze murów,
opuszczone drewniane krzeslo.
Z wiezy: wyrajstajace z pustych kolumn druty.
Wzdycham. Mur pod palcami.



A.

                                  dla Marka

Pierwszy obraz po otwarciu oczu:
wykres pagórków,
rozdzielajacy ciemny i jasniejszy fiolet.
Jakby spiaca obok kobieta.
Plaskie A, pomiedzy nimi N i U,
tu i tam wija sie D, L, S, I.
Tylko zagrody kwadratowe, biale.



PORANEK

Drzewa
pomarancze
poranek
kamienna lawka
nieruchoma para hustawek.
kobieta zbiera do szufelki
smieci.



NA POLUDNIE OD FÉS

Z prawej pelen ksiezyc
juz od godzin.
Z lewej wzeszlo slonce,
dla którego nasza szosa i autobus byly horyzontem.
Osiol skubal trawe,
obrócony do wszystkiego zadem.



* * *

tej nocy
przysnil mi sie
Wojtek Koronkiewicz Marcin Sendecki
Fedja Sisirak moja siostra
Wspomnienie Grzeska Wróblewskiego
Ranko the Killer
i niemalze Mesza:
ze dzwonie do niego o ósmej rano
i odbiera jego mama 
i mówi swym-tym hercegowacko-erotycznym glosem:
"Mesa nije tu, na poslu je."
Otowrzylem oczy, ptaszek przelecial mi tuz nad nosem,
wstalem i dotknalem stopami
jeszcze chlodnego piasku pustyni.



* * *

Chlop idzie ku oazie kosic.
Inny przed domem rabie kilofem drzewo.
Rzeczka rozlamuje góry.
Kroje omlet po berbersku.